SAMOOPALACZ VITA LIBERATA – CZY WARTO KUPIĆ?

Martyna Janicka przez

Jak dobrze wiecie, moda jest zmienna i trudno za nią nadążyć, kilka lat temu każdy marzył o idealnej, brązowej opaleniźnie. Można było ją uzyskać spędzając długie godziny na słońcu bądź wybrać drogę na skróty czyli solarium.

Droga do idealnego wyglądu bywa ciężka i kosztowna, ale najbardziej kosztuję jeśli traci na nim najważniejsze czyli nasze zdrowie. W pogoni za piękną opalenizną często decydujemy się na chwilę odprężenia w solarium. Zazwyczaj odbywa się to bez żadnych filtrów, a efektów ubocznego opalania nie zobaczymy od razu. Wiem, że wśród Was są osoby, które korzystają z tej formy częściej, niektóre sporadycznie. Sama jeszcze ponad rok temu po kilkuletniej przerwie zdecydowałam się na kilkurazową wizytę w solarium. Mogę powiedzieć, że niestety, ponieważ na mojej twarzy pojawiły się przebarwienia, które dzięki szybkiej reakcji usunęłam z pomocą kosmetyczki, a także plamy na plecach, z których wyleczeniem musiałam zmagać się kilka miesięcy.

Zatem czy warto narażać swoją skórę na dodatkowe promienie słoneczne, które przyśpieszają proces starzenia, a także na nabawienie się dodatkowych chorób? Jeśli byłyście kiedykolwiek w solarium wiecie, że sprzątanie łóżka po każdej klientce odbywa się najczęściej za pomocą przejechania raz ręcznikiem jednorazowym namoczonym odrobiną środka do dezynfekcji. Nie jest zatem możliwe, aby w ten sposób usunąć wszystkie bakterię, które się tam gromadzą.

Brązowego odcienia szukam zatem w dostępnych na polskim rynku samoopalaczach. Produktem testowanym przeze mnie był samoopalacz firmy Vita Liberata w odcieniu Medium. Możecie go dostać w sklepach Sephora. Aplikacja produktu odbywa się za pomocą miękkiej rękawicy, która możecie dokupić do produktu TUTAJ. Aby uniknąć plam możecie użyć cienkiej gumowej rękawiczki i na nią nałożyć rękawicę z firmy Vita Liberata, jeśli boicie się, że produkt mógłby Wam pobrudzić ręce. Na rękawice nakłada się odrobinę samoopalacza i w wybrane miejsca okrężnymi ruchami rozsmarowuje się produkt. Jest on od razu widoczny na skórze, dlatego możecie szybko zobaczyć, gdzie go jeszcze nie nałożyłyście. Samoopalacz możecie zmyć z ciała po 8-12 godzinach, w zależności jaki efekt opalenizny chcecie uzyskać.

 

Samoopalacz jest bezzapachowy, jeśli jesteście wrażliwe na zapachy kosmetyków to duży plus. Wcześniej korzystałam z produktów do opalania Fake Bake i ich zapach był o wiele bardziej intensywniejszy. Według zaleceń producenta najlepiej wykonać dzień przed przed nałożeniem produktu peeling na całe ciało. W zależności od częstotliwości i intensywności stosowania, aby wydłużyć efekt opalenizny na skórze najlepiej powtórzyć nakładanie produktu na skórę przez 2-3 dni. Długość efektu opalenizny jest zależna od pH skóry, u mnie jest to czas maksymalnie do tygodnia.  Jego dużym plusem jest szybka wchłanialność po aplikacji dzięki czumu szybko może założyć ubranie. Efekt po nałożeniu produktu jest taki jakby nie miało się nic na ciele. Samoopalacz schodzi równomiernie i nie brudzi ubrań.
Samoopalacz z Fake Bake uznawałam za bardzo dobry produkt, do momentu, kiedy nie zapoznałam się bliżej z marką Vita Liberata. Fake Bake mimo zapachu, który po kilku stosowaniach może być uciążliwy, bardzo brudził ubrania. Cena samoopalacza od Vita Liberata jest wyższa od Fake Bake, ale myślę, że zdecydowanie jest to produkt wart swojej ceny. Jest on bardzo wydajny. Jeśli boisz się, że  w pełni go nie wykorzystasz bądź szkoda Ci pieniędzy zastanów się nad zakupem produktu razem z mamą bądź przyjaciółką! 🙂

Vita LiberatapHenomenal Self Tan Lotion Medium, 175,00 zł

Może Ci się spodobać